Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Okruch złota +18
Ten rok pełen był  niespodzianek ale nadeszła wreszcie  jesień ponura  niczym buka z muminków.

Kolorowe  liście  spadały z drzew  zachmurzone  niebo  i padający deszcz nie pozwalały na zdobycie nawet odrobiny  dobrego nastroju Ola nosiła  wciąż nad swoją głową  czerwony  parasol  od Marcina krople deszczu  wystukiwały  smutną  sonatę.

Jej długie  brązowe warkocze unosiły się  lekko gdy przeskakiwała  przez duże brudne od błota  kałuże.

Ten  dzień  byłby zaliczony do  nic nie zmieniających monotonnych  dni tygodnia gdyby  nie to że Marcin  podarował  Oli pierścionek  z jednym z małych brylantów mimo wszystko gdy tylko wspomniała chwilę jak się  jej  oświadczył  na kolanach czuła mimowolne ciepło  w sercu.

Wtedy właśnie powiedział : "Czy wyjdziesz za mnie i będziesz ze mną  na zawsze".

Rumieniąc się i patrząc w jego piwne  oczy  powiedziała:"Tak kochanie".

Jego słowa ciągle rozbrzmiewały w jej uszach.

Jednakże  szczęście  nie jest dane na  zawsze.

Gdy  następnego dnia  Marcin jechał swoją  służbową KIA do pracy na  ciasnej małej  drodze wyprzedzał  go  tir.

Oba  samochody zderzyły  się  mimo doszczętnie skasowanego  auta  udało mu się przeżyć.

Gdy  tylko zabrano go  do szpitala Ola  natychmiast złożyła  mu wizytę.

Był  potłuczony  tu i tam miał  siniaki oraz lekkie zadrapania.

Jednak najgorsze  nadeszło Ola uśmiechając  się  podeszła do niego i zadała  szereg pytań.

-Kochanie jak się  czujesz kiedy wychodzisz ze szpitala czy czegoś  potrzebujesz?

Marcin patrzył  na nią  zdziwionym  wzrokiem  nawet nie mrugając i spytał:

-Kim jesteś  skąd  mnie znasz  ?

Ola  zaczęła płakać.

Mimo  wszystko  postanowiła że będzie  dzielna.

Chwyciła go za rękę  niczym małe dziecko  opierał  się  przez chwilę  ale w końcu jej uległ i przestał  się  szarpać.

Po chwili do pokoju wszedł  lekarz  i powiedział:

-Pacjent musi dojść do siebie rekonwalescencja będzie długa pokazuj mu jak najwięcej miejsc a pamięć  powinna mu wrócić.

Nagle do  sali przyszła  kobieta  jej rude włosy skrzyły pośród neonówek.

Bez ceregieli  postawiła  czerwone róże  na stoliku Marcina.

Gdy tylko zobaczyła że Ola trzyma o za rękę  zlustrowała ją wściekłym wzrokiem.

I zaczęła  krzyczeć -Zostaw go w spokoju !.

Ola nie należała do płochliwych  osób.

Pełna odwagi spytała:

-Kim jesteś ?

Tajemnicza kobieta przestała  krzyczeć ale  podniesionym głosem powiedziała:

-Jestem  Ewelina  siostra  Marcina.

Ola  mogła wreszcie się  uspokoić gdyż Ewelina nie była żadną jego kochanką.

Lecz Ewelina była przybraną  siostrą  innymi słowy adoptowaną.

Ewelina i Marcin dorastali razem i ani jej ani jemu nie były amory w głowie.

Ot zwykłe  rodzeństwo jak  to jest w rodzinach.

Z zawodu Ewelina była foto reporterem ale nie takim zwykłym tylko  reporterem wojennym.

Jeździła wszędzie  tam gdzie były  konflikty zbrojne  i wojny.

Nie brakowało jej odwagi robiąc zapierające dech  w piersiach zdjęcia.

I ryzykowała nie  raz życiem będąc tam gdzie nie byli  inni.

Jej  buńczuczność  nie pozwalała  jednak na zagrzanie miejsca gdziekolwiek.

Ewelina więc tułała się tu i tam i pracowała  dla wielu  gazet.

Niestety nie umiała się  dogadać  z żadnym pracodawcą ani pracownikiem.

Nierozumiana i lekceważona  uciekała  w nawał  pracy.

Zaś z ostatniej pracy ją wylano za  kłótnie z szefem.

Ewelina mimo wszystko dalej trzymała zadarty nos czując się  lepsza od innych.

Wyciągnęła z kieszeni paczkę  mentolowych papierosów i poszła na zewnątrz zapalić  jednego.

Powróćmy jednak do wątku Oli i Marcina.

Ola była dzielna lecz po chwili zaczęły jej płynąć  łzy i za nic nie mogły przestać .

Zbity z tropu Marcin uspokajał  ją  mimo amnezji.

Kochankowie mieli chwile tylko dla siebie.

I o dziwo w szpitalu zapanowała cisza.

Wstał z łóżka  i trzymając jedną  ręką  kroplówkę drugą  chwycił Olę  i przytulił do siebie.

Ola przestała płakać  podniosła głowę  i jej wilgotne oczy wpatrzone były tylko w jego twarz.

Gdy po dłuższej chwili  do pokoju wszedł  lekarz  oboje rumienili  się niczym nastolatki przyłapane na gorącym  uczynku.

Lekarz spojrzał  się spode łba na to że pacjent wstał z łóżka pogroził  mu palcem niczym niesfornemu dziecku.

Potem podszedł  do niego i zaczął  dotykać jego głowy Marcin syknął tylko cicho.

I  opuścił  pomieszczenie zaś Ewelina długo nie wracała aż w końcu zapanował zmrok.

Ale....
Odpowiedz

Ten temat zawiera więcej treści.
Aby uzyskać dostęp do reszty treści zaloguj się lub zarejestruj.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości